POZWÓLMY NA SAMODZIELNOŚĆ

Każdy z nas, rodziców, zastanawiał się choćby jeden raz, jak będzie wyglądała przyszłość naszych dzieci. Czy chcielibyśmy, aby były samodzielne? Ależ tak! Czy pragniemy, aby w dorosłym życiu potrafiły podejmować właściwe decyzje? Pewnie! A czy chcemy, by były odpowiedzialne i rozsądne? Jasne, któż nie chciałby obserwować, jak jego syn czy córka potrafi rozwiązywać problemy zamiast uciekać od nich? Wyobrażamy sobie nasze pociechy wyrastające na osoby zadowolone z życia, mające poczucie własnej wartości, wykonujące dobrze płatną pracę sprawiającą im satysfakcję.

Niektórzy sądzą, że mamy na to niewielki wpływ i obojętnie, jak będziemy traktować dziecko, to środowisko, w jakim się znajdzie, zdeterminuje jego postępowanie. Mam jednak dobre wieści. Otóż w co najmniej osiemdziesięciu procentach zależy to od nas. Każdy człowiek już od najmłodszych lat życia ma w sobie naturalny pęd do samodzielności. Trzeba mu tylko na to… pozwolić.

Kiedy nasz półtoraroczny maluch próbuje sam zapiąć guziki przy sweterku, nie biegnijmy do niego z informacją, że przecież nie da rady zrobić tego samodzielnie i nie wyręczajmy go w tym. Spokojnie poczekajmy, aż zauważy, że czynność ta jest dla niego zbyt trudna i samo poprosi o pomoc. A jeśli zaczyna się denerwować, że nie może sobie poradzić, możemy spokojnie zapytać: „Pomóc Ci”? i kiedy wyrazi zgodę, zapiąć guziki. Jeśli pozwolimy na takie próby samodzielnego działania, zauważymy, że dziecko coraz lepiej radzi sobie z tą czynnością i w końcu całkowicie ją wykona. Podobnie jest z zapinaniem zamków błyskawicznych, zakładaniem butów i ubrań. W ten sposób już trzylatek będzie umiał samodzielnie się ubrać.

A co z nauką jedzenia? Tutaj sprawy mają się podobnie, chociaż przyznam, że najtrudniej jest spokojnie patrzeć na bałagan, jaki przy tym powstaje. Warto jednak pozwolić maluszkowi pogrzebać w zupie czy deserku, by później postawić kilkunastomiesięcznemu dziecku posiłek na jego stoliczku, wręczyć mu łyżkę lub widelec i spokojnie go obserwować albo zająć się jakąś pracą w kuchni.

Pozostają jeszcze czynności, których nauka przez nasze dzieci jest w jakimś stopniu dla nich niebezpieczna, jak na przykład ćwiczenie chodzenia po schodach. Osobiście uważam, że zamiast zabraniać dzieciom takich wędrówek, lepiej pokazać im, jak robić to bezpiecznie.

Jeśli tego nie uczynimy i dziecko nie będzie miało okazji do doskonalenia się w tych działaniach, ryzyko zrobienia sobie krzywdy będzie większe. Prędzej czy później maluch znajdzie się sam na schodach i wtedy będzie bardziej narażony na niebezpieczeństwo nie poradzenia sobie z wejściem czy zejściem z nich.

Poza umożliwieniem dziecku samodzielności, musimy skupić się na jeszcze ważniejszej dla jego rozwoju kwestii, jaką jest pozostawienie mu wyboru najczęściej, jak to tylko możliwe.

Już bardzo małe dziecko może samo na przykład zadecydować, jakiego koloru spodnie chciałoby założyć, albo z czym chce zjeść kanapkę. Pamiętajmy przy tym, aby nie dawać mu na początek zbyt wiele opcji do wyboru, wystarczą dwie: „Wolisz chleb z szynką czy serem”?, „Chcesz założyć spodnie, czy sukienkę”? Więcej możliwości zdezorientuje naszego malca i będzie miał trudność z podjęciem decyzji, ale im starsze dziecko, tym pole manewru powinno być szersze. Z pewnością wielokrotnie nie będziemy zadowoleni z dokonanego przez naszego syna czy córkę wyboru, ale na tyle, na ile to jest możliwe, powstrzymajmy się wtedy od informowania go o tym, jakie jest nasze zdanie. Szansa odczucia na własnej skórze konsekwencji błędnej decyzji jest konieczna do prawidłowego rozwoju. Jeśli na przykład podczas mrozu nie założy rękawiczek i zmarzną mu ręce, najprawdopodobniej następnym razem będzie chciał się przed tym uchronić, ale jeśli zmusimy go do włożenia ich, pozbawimy naszego maluszka cennej lekcji.

Wielu z nas sądzi, iż uświadomienie dziecku, że według nas postąpił źle, uchroni go przed błędami w przyszłości. Niestety jest dokładnie odwrotnie. Nauczenie się przez niego brania odpowiedzialności za swoje postępowanie jest możliwe tylko wtedy, gdy pozwolimy decydować młodemu człowiekowi we wszystkich kwestiach, kiedy tylko skutki tych wyborów nie czynią szkody jemu lub innym. No cóż, przeważnie jednak jesteśmy przekonani o swojej „wszechwiedzy” i pewności, że to my, jako rodzice, wiemy wszystko najlepiej.

Tymczasem to, że zrobiliśmy coś inaczej niż dziecko, nie oznacza wcale, że musi to być jedyne rozwiązanie. Czasem nasz syn czy córka ma po prostu swoją „wizję”. Mały człowiek musi mieć możliwość eksperymentowania i sprawdzania swoich możliwości w zakresie własnych wyborów. W przeciwnym wypadku w dorosłym życiu nie będzie w stanie właściwie ocenić, jak podjąć dobrą decyzję.

Joanna Rygielska

bruno_samodzielnosc

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.